Barbarotti po raz czwarty i ostatni

Uciekłam sobie od fantastyki w kryminał (to pragnienie ucieczki narasta we mnie, gdy w perspektywie mam recenzję paranormala czy innych tego typu delicji). A konkretnie w zakupionych z okazji Dnia Książki Samotnych. Spędziłam z nimi i z Gunnarem Barbarottim, śledczym z Kymlinge, bardzo przyjemny weekend. Wraz z inspektor Backman wyjaśnia on sprawę zagadkowego zgonu – fizyk z Lund spadł do wąwozu w okolicach Kymlinge. Samobójstwo? Wypadek? Zabójstwo? Wybór z tej triady nie jest łatwy, bo brak jakichkolwiek dowodów fizycznych. Sprawa się komplikuje, gdy wychodzi na jaw, że 35 lat wcześniej w tym samym miejscu i w ten sam sposób zginęła ówczesna partnerka obecnego denata. Fabularnie – oceniając całość intrygi – jest to chyba najrówniejsza ze wszystkich części. Nesser na tyle sprawnie miesza tu plany czasowe, różne wątki oraz historie wielu bohaterów, że nie tylko przez cały czas podtrzymuje zainteresowanie odbiorcy rozwojem intrygi, ale wręcz nieustannie je podsyca (jeszcze na 400-ej z 480-ciu stron wprowadza np. wątek zupełnie nowy).
Coś dziwnego natomiast dzieje się tutaj z samym Barbarottim. Po pierwsze, co zresztą sam zauważa, w pewnej sprawie, dotyczącej przeszłości swojej obecnej żony, zachowuje się jak idiota.
Po drugie, pod wpływem pewnych ważkich wypadków, kończy się jego "punktowa" relacja z Bogiem (gra w istnienie/nieistnienie), co w sumie ładnie zamykałoby ten motyw i podsumowywało jego ewolucję na przestrzeni cyklu, gdyby nie fakt, że miejsce gry zajmuje nie-wiadomo-co. Miało być mądrze i życiowo, a wyszło takie egzystencjalne memłanie. Choć więc rozumiem i w pewnym sensie doceniam autorski zamysł, to wolałam Gunnara z dwóch pierwszych części.
Podsumowując przygodę z tetralogią Nessera, powiem tak: trzy części oceniam jako dobre, a nawet nieco więcej niż dobre, każdą z innych powodów. Człowiek bez psa ma w sobie świeżość, to pierwsze tak wnikliwe splecenie powieści obyczajowej z intrygą kryminalną, z jakim się spotkałam, i chyba pierwszy tak pozytywny główny bohater, łamiący gatunkowe schematy. Rozwiązanie intrygi wydaje się jednak nieco naciągane.
W Prawdziwej historii zachwyca głównie precyzyjna konstrukcja intrygi i przewrotny pomysł na nią.

Normal
0
21

Oraz pokazanie bezradności policjantów, znów – nietypowej
dla gatunku.
O wieńczących cykl Samotnych rozpisałam się wyżej.
Natomiast tom trzeci, czyli Drugie życie pana Roosa, jest już całkowicie z innej parafii. To ciekawa powieść psychologiczna, ale nie jest to kryminał.
Ogólnie jednak Nessera polecam, zwłaszcza tym, którzy poszukują czegoś nowego.