Tym razem w tym starciu wygrywa bohaterka Marininej (chyba tak to się odmienia, przynajmniej tak to czyni wydawca, ale to jeszcze o niczym nie przesądza:>). Śmierć i trochę miłości to, obok Zabójcy mimo woli, top czytanych przeze mnie przygód Anastazji K. Przy czym walorem jest – ponownie – nie tyle sama intryga kryminalna, co świetnie odmalowane tło socjologiczne i wiarygodne psychologicznie portrety bohaterów. Przy jednym zwrocie akcji, bardzo nie-książkowym, takim życiowym (ale nie w stylu Domu nad rozlewiskiem, tylko prawdziwego życia), autentycznie zbierałam szczękę z podłogi.
Natomiast najnowszy Barbarotti, czyli Drugie życie pana Roosa, trochę mnie rozczarował. Znaczy, był interesujący, ale do samego końca spodziewałam się strzelby, która, niestety, nie wypaliła. I, choć to rozwiązanie odbiegające od gatunkowego szablonu, poczułam się, delikatnie rzecz ujmując, trochę nabita w butelkę. Z czytanych przeze mnie książek Nessera tę oceniam najniżej, jakieś 6/10. Co nie znaczy, że nie warto.