I po raz kolejny wdzięczna jestem Padmie, autorce Miasta książek, za zachętę do sięgnięcia po Intrygę małżeńską. To – przy okazji – kolejny przykład na to, jak posiadanie czytnika wpływa na moje czytelnicze wybory. Nie znając Eugenidesa, nie poszłabym do księgarni i nie zaryzykowała wydania na jego powieść 40 złotych. Głównie dlatego, że byłoby mi szkoda nawet nie pieniędzy, bo od jakiegoś czasu udział książek kupowanych w stosunku do otrzymywanych do recenzji jest u mnie niewielki. A to dlatego, że szkoda mi miejsca na coś poza pewniakami. Wystawiać na Allegro już od ponad roku nie mam czasu i chęci. W przypadku zakupu e-booka korzyść jest podwójna – wciąż na przykładzie Eugenidesa, którego kupiłam, korzystając z 30% obniżki na Woblinku z okazji ŚDK:
a) finansowa – zapłaciłam niecałe 16 PLN
b) przestrzenna – książka na czytniku nie zajmuje miejsca na półce.
Odkąd mam Kindle’a i zasubskrybowany newsletter promocyjny ze Świata Czytników, kupuję o wiele więcej, m.in reportaży, bo wcześniej ze względu na stosunek ceny do objętości najczęściej polowałam na nie w bibliotekach, co trwało niekiedy latami.
Wracając jednak do naszych baranów, w tym wypadku do Intrygi – bawiłam się przy lekturze naprawdę znakomicie, dawno żadna książka tak mnie nie urzekła. Choć to właściwie studencki trójkąt miłosny, to jednak absolutnie niebanalny. Zanurzony w miłości do książek, teorii literatury, religioznawstwie, biologii i psychiatrii, skonstruowany pomysłowo, spisany wciągająco i tak… lekko. Autorowi nie brak ironicznego dystansu do bohaterów, mód i póz, których ofiarami – nieświadomie lub z wyboru – padają. Pod płaszczykiem dynamicznej historii o miłości przemyca sporo trafnych obserwacji psychologicznych i obyczajowych. Konstrukcja całości jest głęboko przemyślana, a zakończenie – przyjemnie niesztampowe. Bardzo polecam, zdecydowanie warto. Sama mam zamiar zainteresować się innymi pozycjami autora.