Było tu kilka potencjalnych raf, przede wszystkim szczęśliwy Harry (trzy spokojne lata małżeństwa i wykładania w Wyższej Szkole Policyjnej, której studentem jest teraz także Oleg Fauke). Tę rafę Nesbo sprawnie ominął, kreśląc relację bohatera z Rakel bez nadmiaru cukierkowości. W zamian wyeksponował ich wzajemną nieskrępowaną szczerość. Hole wie, że jego sielanka w każdej chwili może zostać brutalnie przerwana.
I tak też się dzieje, gdy w mieście zaczyna grasować brutalny morderca, namierzający ofiary wśród singielek szukających drugiej połówki za pośrednictwem Tindera. Mikael Bellman, który ma szansę ze stołka komendanta policji awansować jeszcze wyżej, o ile szybko schwyta błyskawicznie eskalującego zwyrodnialca, ucieka się do szantażu, by uzyskać zgodę Harry’ego na współpracę w śledztwie.
Przyznaję, były w trakcie lektury rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały. Na szczęście, w ostatecznym rozrachunku pozornie naciągane zbiegi okoliczności znalazły racjonalne wyjaśnienie, niby to wtórne rozwiązania okazały się zmyłkami, a rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie w zdecydowanej większości pozytywnie. Nesbo wciąż to ma. Choć wydaje mi się, że znam już wszystkie jego sztuczki, nadal potrafi mnie przechytrzyć i zaangażować w opowieść tak mocno, że mimo mojej czytelniczej uważności nawet nie spostrzegłam, jak gładko i bezproblemowo (oraz co najmniej dwukrotnie) sprowadził mnie na manowce. To na plus. Oraz wątek Trulsa Brentsena, który zaczął pracę w Wydziale Zabójstw. Poprowadzony ładnie, ciekawie, wbrew oczekiwaniom. Miło, że ta postać ma w końcu swoje pięć minut.
Na minus efekciarstwo, zwłaszcza w końcówce. No i epilog, całkiem według mnie niepotrzebny.