Najważniejsza wiadomość jest taka, że Harry Hole powróci w marcu 2017 roku.
Poza tym Jo obalił mit o swojej rzekomej niechęci do przebywania z ludźmi – stwierdził, że bardzo lubi spotkania oraz interakcje towarzyskie, ale też lubi mieć możliwość opuszczenia zgromadzenia w dowolnie wybranym przez siebie momencie (dlatego na imprezy w Oslo zawsze jeździ rowerem – nie lubi nawet czekania na taksówkę). Ciekawie opowiadał też o tym, dlaczego zaczął pisać – przede wszystkim dlatego, że dużo czytał, i w pewnym momencie poczuł, że przyszła kolej na jego własną opowieść. Poczucie to, jego zdaniem, miało swoje korzenie także w panującej w jego rodzinie tradycji opowiadania historii przy okazji świątecznych spotkań. Często były to te same historie, które jednak z każdym rokiem morfowały – rzecz zatem była nie w znanej puencie, ale w rozłożeniu akcentów, pominiętych czy dodanych w danej wersji wątkach. A Jo patrzył, słuchał i też chciał być opowiadaczem. Teraz, kiedy pisze, czerpie satysfakcję z popularności i ze świadomości, że ludzie czytają każde napisane przez niego słowo. Ale ważne jest dla niego również przekonanie, że stworzył coś dobrego, które przychodzi z upływem czasu, gdy spogląda na daną powieść z perspektywy i jest z niej zadowolony (porównał się do cieśli, który po latach mija wybudowany dom, a choć aktualni mieszkańcy nie wiedzą, że to on go wybudował, on wie i jest zadowolony z dobrze wykonanej pracy). Zdradził też nieco z tajników swojego warsztatu – podobno ma w mieszkaniu specjalną pracownię, z robionym na zamówienie biurkiem, wielkim monitorem, świetnym sprzętem audio i kolekcją ulubionej muzyki. Pracownia ta jest jedynym miejscem na świecie, gdzie Nesbo nie potrafi napisać ani jednego zdania:) Zwykle po przebudzeniu nie wstaje od razu, ale zostaje w łóżku i planuje, o czym będzie pisał danego dnia (fakt, że nawet wylegiwanie się w łóżku pisarz może uznać za pracę, Nesbo uważa za jedną z większych zalet tego zawodu). Gdy już się z łóżka wygrzebie i dotrze do swojego miejsca pracy – pobliskiej narożnej kafejki – jego stolik jest już więc zwykle zajęty. Mimo to, uprzednio grzecznie zapytawszy o zgodę, przysiada się (Norwegowie są bardzo uprzejmi, więc żaden nie odmawia), po czym siedzi i gapi się na intruza, mrożąc go spojrzeniem, aż go nie wypłoszy:) Wtedy pisze, w słuchawkach wytłumiających hałas i często w kurtce, bo jego stolik stoi przy drzwiach, które stale się otwierają i jest zimno. Lubi też pisać na lotniskach i w pociągach, ma wtedy poczucie, ze nie traci czasu, z tego też względu bywa jedyną osobą, która cieszy się z ogłoszeń o opóźnionych samolotach. W ramach researchu do książek robił już rzeczy niezgodne z prawem, o których z oczywistych względów nie mógł opowiedzieć przed przedawnieniem karalności. Jest zdania, że najlepszym przygotowaniem do pisania jest bezpośrednie doświadczenie rzeczy, o których się pisze, i że różnica pomiędzy takim a czysto książkowym czy internetowym researchem jest wyczuwalna w trakcie lektury. Pracując nad Synem, spędził kilka dni (i noc) w schronisku dla narkomanów, w tym takich, którzy wciąż brali narkotyki i nimi handlowali. Jednocześnie mocno podkreślał, że, konstruując Holego, chciał, by nałóg był jedynie jedną z jego cech jako człowieka, niezbędną w ocenie Nesbo z punktu widzenia atrakcyjności bohatera piętą Achillesową, ale by go nie definiował i nie był przedstawiony w stereotypowy sposób. W tym kontekście autor wspomniał, że nawet jeśli przy tworzeniu bohatera wykorzystał jakąś cząstkę siebie, to ją wyolbrzymił i wyeksponował, by była niczym kryptonit dla Supermana (który nawet z kryptonitem jest w jego ocenie piekielnie nudny). Na bezpośrednie pytanie Jo (wszyscy zadający pytania z publiczności zwracali się do niego na ty, nie miał nic przeciwko temu) odpowiedział, że w czasach, kiedy jeździł w trasy ze swoim zespołem (rzekomo śpiewał tylko o dziewczynach:), pił sporo, aż pewnego razu po zakończeniu trasy wydarzyło się coś, co uświadomiło mu, że posuwa się w piciu za daleko i musi to zmienić. Po zastanowieniu dodał, że choć nadal pije, to zupełnie inaczej, a naprawdę pijany nie był od dwudziestu lat.
Sporo opowiedział o swoim udziale w Projekcie Szekspir – miał wątpliwości, długo się zastanawiał, a ostatecznie postawił warunek, że jeśli w to wejdzie, to musi dostać Makbeta. Miał zresztą z tym tekstem ciężki orzech do zgryzienia, bo choć docenia u Szekspira poetycki kunszt i psychologię postaci, to nie uważa, by Makbet był idealną fabułą. Element fantastyczny w postaci trzech wiedźm w jego opinii nie pasował do utworu i zaburzał jego harmonię. W swojej wersji Nesbo zostawił tylko fabularny szkielet sztuki, sporo zmienił w życiorysach postaci, a fabułę przeniósł do lat 70. XX wieku, eksponując mroczniejszą stronę tego okresu. Jego Makbet będzie skorumpowanym komendantem Policji, a trzy wiedźmy – trzema bossami narkotykowymi.
Na decyzje dotyczące filmu na podstawie Pierwszego śniegu autor nie miał i nie chciał mieć wpływu, z jednym wyjątkiem – wyboru reżysera. Kilku odrzucił, by zaakceptować Tomasa Alfredsona, znanego m.in. ze Szpiega na podstawie powieści Le Carre. Potem ponoć zadzwonił do niego i kazał mu nie przejmować się za bardzo książką, tylko zrobić dobry film, bo inaczej go zastrzeli:D Poza tym rozbrajająco szczerze oznajmił, że jest bogaty, ale większość forsy w zasadzie się na niego marnuje, bo on potrzebuje jej tylko na dom, podróże, książki i płyty. Nie ma i nie zamierza mieć samochodu, nie interesują go zabawki w stylu jachtów. Z ulubionych autorów wymienił m.in. Twaina (Tom Sawyer i Przygody Hucka to najważniejsze książki jego dzieciństwa), Schulza, Bukowskiego i Nabokowa, z reżyserów – Scorsese i Coppolę.
Jak, mam nadzieję, widać z powyższej relacji, Jo Nesbo sprawił bardzo sympatyczne wrażenie, faceta z dystansem i poczuciem humoru, a jednocześnie z ugruntowanymi poglądami na wiele spraw. Cieszę się, że mogłam być dzisiaj na tym spotkaniu:)