Spotkanie z Jo Nesbo w Teatrze Capitol we Wrocławiu – relacja

W tym roku na Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich miałam niesamowitą atrakcję w postaci okazji posłuchania na żywo najlepszego moim zdaniem z obecnie tworzących autorów kryminałów, czyli Jo Nesbo. Radość moja była tym większa, że zdążyłam już odbyć żałobę po tym spotkaniu, na które szykowałam się od czasu jego ogłoszenia. Nie udało mi się bowiem zarezerwować bezpłatnej wejściówki, a ich ilość była ograniczona pojemnością budynku teatru. W czwartek niepodziewanie okazało się, że moja rehabilitantka wykorzystała swoje dojścia i załatwiła mi wejściówkę:))))) Taka jest kochana! Nie mogłam uwierzyć we własny fart, nawet wtedy, gdy już usiadłam na sali, w dodatku w pierwszym rzędzie za przedstawicielami prasy, a po jakimś czasie na scenie pojawili się autor, tłumaczka (naprawdę podziwiałam jej profesjonalizm, bo Jo udzielał zazwyczaj długich i wielowątkowych odpowiedzi – po angielsku – a jej w tłumaczeniu udało się niczego istotnego nie pominąć) oraz współprowadzący – Irek Grin i Mariusz Bonaszewski (czyta audiobooki Nesbo i – jak pokazały dalsze wypadki, jest jego naprawdę wielkim fanem:).
Najważniejsza wiadomość jest taka, że Harry Hole powróci w marcu 2017 roku.
Poza tym Jo obalił mit o swojej rzekomej niechęci do przebywania z ludźmi – stwierdził, że bardzo lubi spotkania oraz interakcje towarzyskie, ale też lubi mieć możliwość opuszczenia zgromadzenia w dowolnie wybranym przez siebie momencie (dlatego na imprezy w Oslo zawsze jeździ rowerem – nie lubi nawet czekania na taksówkę). Ciekawie opowiadał też o tym, dlaczego zaczął pisać – przede wszystkim dlatego, że dużo czytał, i w pewnym momencie poczuł, że przyszła kolej na jego własną opowieść. Poczucie to, jego zdaniem, miało swoje korzenie także w panującej w jego rodzinie tradycji opowiadania historii przy okazji świątecznych spotkań. Często były to te same historie, które jednak z każdym rokiem morfowały – rzecz zatem była nie w znanej puencie, ale w rozłożeniu akcentów, pominiętych czy dodanych w danej wersji wątkach. A Jo patrzył, słuchał i też chciał być opowiadaczem. Teraz, kiedy pisze, czerpie satysfakcję z popularności i ze świadomości, że ludzie czytają każde napisane przez niego słowo. Ale ważne jest dla niego również przekonanie, że stworzył coś dobrego, które przychodzi z upływem czasu, gdy spogląda na daną powieść z perspektywy i jest z niej zadowolony (porównał się do cieśli, który po latach mija wybudowany dom, a choć aktualni mieszkańcy nie wiedzą, że to on go wybudował, on wie i jest zadowolony z dobrze wykonanej pracy). Zdradził też nieco z tajników swojego warsztatu – podobno ma w mieszkaniu specjalną pracownię, z robionym na zamówienie biurkiem, wielkim monitorem, świetnym sprzętem audio i kolekcją ulubionej muzyki. Pracownia ta jest jedynym miejscem na świecie, gdzie Nesbo nie potrafi napisać ani jednego zdania:) Zwykle po przebudzeniu nie wstaje od razu, ale zostaje w łóżku i planuje, o czym będzie pisał danego dnia (fakt, że nawet wylegiwanie się w łóżku pisarz może uznać za pracę, Nesbo uważa za jedną z większych zalet tego zawodu). Gdy już się z łóżka wygrzebie i dotrze do swojego miejsca pracy – pobliskiej narożnej kafejki – jego stolik jest już więc zwykle zajęty. Mimo to, uprzednio grzecznie zapytawszy o zgodę, przysiada się (Norwegowie są bardzo uprzejmi, więc żaden nie odmawia), po czym siedzi i gapi się na intruza, mrożąc go spojrzeniem, aż go nie wypłoszy:) Wtedy pisze, w słuchawkach wytłumiających hałas i często w kurtce, bo jego stolik stoi przy drzwiach, które stale się otwierają i jest zimno. Lubi też pisać na lotniskach i w pociągach, ma wtedy poczucie, ze nie traci czasu, z tego też względu bywa jedyną osobą, która cieszy się z ogłoszeń o opóźnionych samolotach. W ramach researchu do książek robił już rzeczy niezgodne z prawem, o których z oczywistych względów nie mógł opowiedzieć przed przedawnieniem karalności. Jest zdania, że najlepszym przygotowaniem do pisania jest bezpośrednie doświadczenie rzeczy, o których się pisze, i że różnica pomiędzy takim a czysto książkowym czy internetowym researchem jest wyczuwalna w trakcie lektury. Pracując nad Synem, spędził kilka dni (i noc) w schronisku dla narkomanów, w tym takich, którzy wciąż brali narkotyki i  nimi handlowali. Jednocześnie mocno podkreślał, że, konstruując Holego, chciał, by nałóg był jedynie jedną z jego cech jako człowieka, niezbędną w ocenie Nesbo z punktu widzenia atrakcyjności bohatera piętą Achillesową, ale by go nie definiował i nie był przedstawiony w stereotypowy sposób. W tym kontekście autor wspomniał, że nawet jeśli przy tworzeniu bohatera wykorzystał jakąś cząstkę siebie, to ją wyolbrzymił i wyeksponował, by była niczym kryptonit dla Supermana (który nawet z kryptonitem jest w jego ocenie piekielnie nudny). Na bezpośrednie pytanie Jo (wszyscy zadający pytania z publiczności zwracali się do niego na ty, nie miał nic przeciwko temu) odpowiedział, że w czasach, kiedy jeździł w trasy ze swoim zespołem (rzekomo śpiewał tylko o dziewczynach:), pił sporo, aż pewnego razu po zakończeniu trasy wydarzyło się coś, co uświadomiło mu, że posuwa się w piciu za daleko i musi to zmienić. Po zastanowieniu dodał, że choć nadal pije, to zupełnie inaczej, a naprawdę pijany nie był od dwudziestu lat.
Sporo opowiedział o swoim udziale w Projekcie Szekspir – miał wątpliwości, długo się zastanawiał, a ostatecznie postawił warunek, że jeśli w to wejdzie, to musi dostać Makbeta. Miał zresztą z tym tekstem ciężki orzech do zgryzienia, bo choć docenia u Szekspira poetycki kunszt i psychologię postaci, to nie uważa, by Makbet był idealną fabułą. Element fantastyczny w postaci trzech wiedźm w jego opinii nie pasował do utworu i zaburzał jego harmonię. W swojej wersji Nesbo zostawił tylko fabularny szkielet sztuki, sporo zmienił w życiorysach postaci, a fabułę przeniósł do lat 70. XX wieku, eksponując mroczniejszą stronę tego okresu. Jego Makbet będzie skorumpowanym komendantem Policji, a trzy wiedźmy – trzema bossami narkotykowymi.
Na decyzje dotyczące filmu na podstawie Pierwszego śniegu autor nie miał i nie chciał mieć wpływu, z jednym wyjątkiem – wyboru reżysera. Kilku odrzucił, by zaakceptować Tomasa Alfredsona, znanego m.in. ze Szpiega na podstawie powieści Le Carre. Potem ponoć zadzwonił do niego i kazał mu nie przejmować się za bardzo książką, tylko zrobić dobry film, bo inaczej go zastrzeli:D Poza tym rozbrajająco szczerze oznajmił, że jest bogaty, ale większość forsy w zasadzie się na niego marnuje, bo on potrzebuje jej tylko na dom, podróże, książki i płyty. Nie ma i nie zamierza mieć samochodu, nie interesują go zabawki w stylu jachtów. Z ulubionych autorów wymienił m.in. Twaina (Tom Sawyer i Przygody Hucka  to najważniejsze książki jego dzieciństwa), Schulza, Bukowskiego i Nabokowa, z reżyserów – Scorsese i Coppolę. 
Jak, mam nadzieję, widać z powyższej relacji, Jo Nesbo sprawił bardzo sympatyczne wrażenie, faceta z dystansem i poczuciem humoru, a jednocześnie z ugruntowanymi poglądami na wiele spraw. Cieszę się, że mogłam być dzisiaj na tym spotkaniu:)