Druga maksymalna ocena, jaką wystawiłam w tym roku. Ręka mi nie zadrżała, bo ze wszech miar zasłużona. Choć szczerze przyznam, że się tego nie spodziewałam. Debiutować zbiorem dziewięciu opowiadań to trochę szaleństwo. I to jeszcze o sekretach skrywanych przez pobożne czarne kobiety! A tu na niecałych dwustu stronach dostajemy jeden tekst, który nazwałabym genialnym, choć na ogół staram się unikać wielkich słów (Ciasto z brzoskwiniami), dwa znakomite (Jak kochać się z fizykiem i Gdy przyjdzie Eddie Levert), trzy naprawdę dobre (Droga siostro, Śnieg i Jael – zwłaszcza ten ostatni), dwa nieco słabsze na tle pozostałych (początkowe Eula i Nie-Daniel) i jeden chyba niekoniecznie potrzebny, choć kto wie (Instrukcja dla żonatych chrześcijańskich mężczyzn, appendix do Ciasta z brzoskwiniami).
Tak czy owak, z trudem jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czytałam tak mocną, skondensowaną i poruszającą prozę. Życiową, ale niepopadającą w banał. Autentyczną, a nie wystylizowaną i obliczoną na efekt WOW (tak, późny Saundersie, na ciebie patrzę). Polecam jak dzika! Tłumaczył Rafał Lisowski.
