A jednak nie, to zaledwie ułamek większej całości, która na kartach Wowy, w oparciu o imponującą pracę ze źródłami, jest dla czytelnika rekonstruowana, przy czym okropieństwa wojenne możemy obserwować z makabryczną dokładnością (przy torturach stosowanych w czeczeńskich obozach filtracyjnych Guantanamo to luksusowy hotel z basenem, a o marynarzach z Kurska wydanych na śmierć poprzez brak zgody na zagraniczną pomoc nie da się szybko przestać myśleć, podobnie jak o ostrzeliwanych z premedytacją uciekających cywilach i srogich bojownikach, będących faktycznie przypadkowymi cywilami z ulicznych łapanek – a to zaledwie początek wyliczanki).
Psychoanalityczny klucz do bohatera, który autorka stosuje, zaczynając opowieść od pilnie strzeżonej tajemnicy dzieciństwa, rzeczywistej tożsamości rodziców i prawdziwej daty urodzenia Putina, może w pierwszej chwili budzić pewne wątpliwości, tym bardziej że akurat ten fragment historii niełatwo potwierdzić. Bohater o to starannie zadbał, w najlepszym, uświęconym wielowiekową tradycją rosyjskim stylu usuwając wszystkich, którzy próbowali przed jego pierwszymi wyborami prezydenckimi nagłośnić temat. Co jednak początkowo wydaje się naciągane i sztampowe (tyran miał trudne dzieciństwo, nie nauczył się budować więzi, a poza tym ma kompleks niskiego wzrostu i od dzieciństwa wielbi Stalina), z perspektywy późniejszych wypadków zaczyna wyglądać o wiele bardziej przekonująco.
Spośród dziewięciu rozbudowanych rozdziałów dla mnie najciekawsze były fragmenty poświęcone okresowi, kiedy Putin wraz z merem Sobczakiem (uważanym za czołowego demokratę, co stanowiłoby świetny dowcip, gdyby nie było takie straszne) władał Petersburgiem oraz Operacji Następca, czyli splotowi wypadków, które sprawiły, że Borys Jelcyn namaścił Putina na kolejnego prezydenta Rosji. W Petersburgu Putin i Sobczak zbudowali prawdziwe korupcyjne imperium, które zawstydziłoby Nucky’ego Thompsona. Rozdział o tym (zatytułowany Dobry pan i psie konserwy) zaczyna się:
Najkrócej można powiedzieć tak: ukradł co najmniej 93 miliony dolarów. Ukradł je w doborowym, niezbyt wielkim gronie. Ukradł mieszkańcom Petersburga.
W zamian za rożne towary, m.in. metale rzadkie, pogrążone w kryzysie niedoboru miasto miało otrzymać żywność z zagranicy. Dziwnym trafem barter jednak nie dotarł, a pieniądze za cenne towary zniknęły w kieszeniach miejskich rozgrywających. Co zatem jedli mieszkańcy?
Sobczak zapełnił półki zapasami z magazynów wojskowych (do czego zresztą nie miał prawa), a gdy i tych zabrakło, Putin sprowadził 60 ton konserw mięsnych dla psów „w ramach zapobieżenia niedostatkowi białka u mieszkańców Petersburga”, o czym z pewną dozą dumy zawiadomił służbową notatką ówczesnego ministra gospodarki Andrieja Nieczajewa.
Jak widać, tytuł rozdziału nie jest przypadkowy. Choć afera się wydała (ujawniła ją i doskonale udokumentowała powołana w radzie miasta komisja, a prezydent Jelcyn otrzymał do rąk własnych jej raport), odpowiedzianym włos z głowy nie spadł. Z tym że Sobczakowi – jak wszystkim, którzy zbyt wiele wiedzieli o Putinie – tylko do czasu.
Więcej – kariera naszego bohatera po wszystkim jeszcze przyspieszyła, a jej ukoronowaniem było najwyższe stanowisko w państwie. A wszystko przez chorobę Jelcyna (którego autorka najwyraźniej darzy wielką sympatią, czasem przesadza z jego wybielaniem) oraz bezpardonową korupcję, która przeżarła jego i jego dwór, zwany Rodziną. Bali się odpowiedzialności i w zamian za nietykalność oddali władzę Putinowi. Kurczab-Redlich jest przekonana, że Jelcyn uważał następcę za demokratę. Osobiście nie sądzę, by przekonania Putina miały dla niego wielkie znaczenie, ale kto wie?
Widać też, niestety, pewne paralele z tym, co się aktualnie dzieje u nas (chodzi mi przede wszystkim o stawianie się władzy ponad prawem, o zakłamywanie rzeczywistości, bezwstydne zaprzeczanie faktom i toporną propagandę publicznej telewizji).
Zarzuciłabym autorce jedynie wyżej wspomniane nadmierne psychologizowanie, faworyzowanie niektórych równie umoczonych co Putin bohaterów oraz zawartą w dodatku Życie prywatne sugestię co do genezy homoseksualizmu rosyjskiego prezydenta:
Serio? Na sam koniec coś takiego? I to jeszcze z takiego źródła? Wiadomo już od dawna, że z orientacją seksualną człowiek się rodzi i jest uwarunkowana biologicznie. Trochę mi to zepsuło lekturę na finiszu i kazało bardziej krytycznie ocenić całość.
Ale i tak dla zainteresowanych współczesnym światem, a Rosją zwłaszcza, lektura obowiązkowa. Ale żeby nie było, że nie ostrzegałam – będzie bardzo bolało.