Nie patrz w dół, bo listonosz jedzie

Czyli 3 w 1:)

Polska odwraca oczy to zbiór reportaży Justyny Kopińskiej, których zdecydowana większość była publikowana w Dużym Formacie, czwartkowym dodatku do GW. Tam też czytałam je po raz pierwszy (a niektóre i po raz ostatni, bo Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? czy Oddział chorych ze strachu odchorowywałam po pierwszym czytaniu na tyle długo i pamiętam na tyle wyraźnie, że powtórka nie była na moje siły – z tego też powodu nie byłam w stanie czytać pierwszej książki autorki, historii przemocy wobec dzieci powierzonych opiece Sióstr Boromeuszek). Sześciu reportaży nie znałam wcześniej, wszystkie dotyczyły tematów trudnych (np. samobójstwa młodego księdza, prawdopodobnie niepogodzonego z własną orientacją geja, czy pobicia i gwałtu w młodzieżowym ośrodku socjoterapeutycznym), ale zdecydowanie największą silę rażenia miał dla mnie tekst, który zarazem uważam za najsmutniejszy i najbardziej przerażający ze wszystkich. Otwierające zbiór sprawozdanie z rozmowy z żoną Mariusza Trynkiewicza, nigdzie wcześniej nieopublikowane (Spokojny sen Anny). Napiszę teraz coś być może kontrowersyjnego: Kopińska tworzy świetne i potrzebne reportaże o ofiarach rozmaitych dysfunkcji systemu czy społeczeństwa, które nazwałabym interwencyjnymi, słusznie nagradzane i wielokrotnie mające realny wpływ na rzeczywistość. Z powodu ich jednorodnego charakteru (choć bardzo dużej różnorodności tematycznej i formalnej) nie sposób ocenić, czy w ogóle potrafiłaby napisać tekst innego rodzaju, przede wszystkim – o pozytywnym wydźwięku. Ta jednolitość nieco ją ogranicza, a czytelnikowi nie pozwala na oddech, choć świat to przecież nie tylko ludzkie dramaty. Ciężko się taką ich dawkę przyjmuje na raz, a jednocześnie nie sposób czytać ten zbiór z przerwami.

W dół to literacki debiut Tima Johnstona, w zasadzie nie kryminał, tylko thriller, a w moim odczuciu głównie powieść psychologiczna, poświęcona analizie rozpadu rodziny dotkniętej nagłym zniknięciem jednego z jej członków – osiemnastoletniej wybitnej sportsmenki, która niebawem miała wyjechać do koledżu, starszej siostry, pierworodnej i jedynej córki. Ojciec i brat wciąż szukają zaginionej, nawet gdy poszukiwania instytucjonalne już wygasły. Matka, która w dzieciństwie straciła w tragicznych okolicznościach siostrę bliźniaczkę, załamuje się psychicznie.  Nie jest to powieść typowa, początkowo może się wydawać nieco zbyt statyczna i momentami egzaltowana w opisywaniu przeżyć bohaterów, których przed tragedią czytelnik nie ma nawet czasu poznać. Ale dość szybko jednak się w ich osobiste dramaty angażujemy. Nawet mocno schematyczna końcówka nie jest w stanie popsuć dobrego wrażenia, choć spodziewałam się po tej książce zupełnie czego innego.

Listonosz to kolejny literacki debiut, i zarazem pierwsze moje spotkanie z twórczością legendarnego Charlesa Bukowskiego. I znowu, książka jest zabawna, ironiczna, lekka, przyjemna w lekturze i pełna prześmiewczych obserwacji społecznych, ale po wszystkich tych peanach na cześć Bukowskiego miałam zdecydowanie większe oczekiwania. Tymczasem nie ma tu nawet jednego cytatu, który pamiętałabym kilka dni po zakończeniu czytania. Choć satyryczne przedstawienie instytucjonalnego molocha amerykańskiego urzędu pocztowego naprawdę udane. W każdym razie na pewno dam autorowi kolejną szansę, ale nie tak prędko, jak mi się przed rozpoczęciem znajomości z nim wydawało.