Wirus paniki i Dobry wilk, czyli o sprawdzonych polecankach Janiny Daily

wirusW ostatnich tygodniach przeczytałam kilka tytułów, ale zupełnie nie miałam czasu ani – przede wszystkim – natchnienia, żeby napisać wam o nich coś sensownego. Dzisiaj to już naprawdę zżerają mnie wyrzuty sumienia z powodu długiej ciszy na blogu, ale przede wszystkim mam poczucie, że byłoby szkoda nie zwrócić waszej uwagi na wartościowe pozycje, które nie tylko były interesującą lekturą, ale przede wszystkim zainspirowały mnie do przemyśleń. O obu dowiedziałam się z bloga oraz Instagrama Janiny Daily, a choć oczywiście migały mi wcześniej w innych miejscach (np. w Polityce czy na Facebooku Wydawnictwa Czarne), to właśnie wpisy Janiny ostatecznie przekonały mnie do sięgnięcia po Wirusa paniki Setha Mnookina i Dobrego wilka Larsa Berge (nie wiem, czy to nazwisko się odmienia). W zasadzie zatem mogłabym odesłać do zalinkowanych wpisów Janiny (zwłaszcza że w tym drugim poleca jeszcze inne tytuły, którym sukcesywnie będę dawać szansę). Ale na aż taką łatwiznę nie pójdę.

O Wirusie paniki dodam od siebie przede wszystkim, że zdołał mnie zaskoczyć. Jestem w miarę na bieżąco z całą tą aferą szczepionki powodują autyzm, zawierają rtęć i są złem wcielonym. Byłam zatem przekonana, że od Mnookina wiele nowego się nie dowiem. Tkwiłam w tak zwanym mylnym błędzie, gdyż, po pierwsze, autor generalnie o samych szczepionkach pisze o wiele szerzej, w pewnym sensie dając perspektywę historyczną, która pozwala lepiej zrozumieć teoretycznie zadziwiającą ewolucję społecznego nastawienia do zbiorowej odporności. Po drugie, to nie jest ani tylko, ani przede wszystkim książka o szczepionkach i panice antyszczepionkowej. W dużym stopniu jest ona o psychologii, systemowym braku komunikacji między specjalistami oraz instytucjami a tak zwanymi zwykłymi ludźmi i o tym, jak cyniczni karierowicze wykorzystują ten brak do dotarcia do publiczności z własnym przesłaniem – pozbawionym naukowych podstaw, ale za to oferującym nadzieję niezbędną jak tlen i jasno określającym odpowiedzialność za niewytłumaczalne tragedie, jakimi są choroby dzieci. Które to imponderabilia następnie bezwzględnie monetyzują, oferując wszelkiego autoramentu cudowne terapie. Co istotne, autor sporo miejsca poświęca brakowi odpowiedzialności mediów, które rozpowszechniają szkodliwy i anaukowy przekaz, nie próbując go w żadnym stopniu weryfikować, a wręcz stawiając ekspertów na z góry straconej pozycji. Mnookin jest jednak bardzo uczciwy – podkreśla, że sami eksperci też nie są bez winy, bo nie potrafią dostosować swojego języka do potrzeb mediów i możliwości odbiorców. Sporo miejsca poświęca także procesom o odszkodowania za niepożądane odczyny poszczepienne, opisując je kompetentnie, ale zarazem interesująco. Największą zaletą Wirusa jest właśnie potoczysta narracja, nietypowa dla pozycji popularnonaukowych. Naprawdę warto się zapoznać z tą niezwykłą historią, bo jej nowe iteracje odgrywane są na naszych oczach każdego dnia.

wilkCo się tyczy Dobrego wilka, to w pewnym sensie ma on bardzo podobne walory jak wcześniej opisywana pozycja. Zaczyna się jak typowy reportaż śledczy – autor postanawia zbadać, jak doszło do tragicznego wypadku w szwedzkim ogrodzie zoologicznym, gdzie zsocjalizowane (czyli wykarmione od szczeniaka butelką przez ludzi) wilki zagryzły swoją opiekunkę. O wypadku było głośno w mediach na całym świecie. A potem wszystko ucichło. Autor nie potrafił się z tym pogodzić, śledził proces sądowy, wytoczony pracownikowi zoo, ale na tym nie poprzestał. Chciał odkryć faktyczną przyczynę tragedii. Powierzchownie wydawało się, że były nią zaniedbania natury organizacyjno-technicznej, zwykły brak odpowiednich procedur bezpieczeństwa w pracy ze zwierzętami. Im głębiej jednak Berge wchodził w temat, tym bardziej oczywiste stawało się dla niego, że przyczyną tragedii był nieusuwalny konflikt pomiędzy naturalnymi instynktami zwierząt a sztucznie stworzonymi warunkami, w jakich – dla zysku jednych ludzi, a rozrywki innych – drapieżniki były zmuszone żyć. Brzmi to jak zwykły truizm czy oczywistość, ale towarzyszenie autorowi w drodze do tego odkrycia to naprawdę niezwykłe i wstrząsające przeżycie. Nie sposób nie zrewidować swojego nastawienia do instytucji ogrodów zoologicznych po przeczytaniu Dobrego wilka. Właśnie dlatego, że nie jest on książką misyjną, grającą na emocjach, ale spokojną, systematyczną rekonstrukcją faktów, z których da się wyciągnąć tylko jeden wniosek. Mocne, ale potrzebne doświadczenie. Gorąco polecam.