O czym i po co? (Dionisios Sturis, Ewa Winnicka, Głosy)

głósyByłam tej książki bardzo ciekawa, zwłaszcza po zachwycie Był sobie chłopczyk Ewy Winnickiej. Z uwagi na mistrzowski poziom tego pierwszego reportażu, który mimo bardzo trudniej problematyki napisany został z wielkim wyczuciem, nie miałam wątpliwości, że z rodzinnej tragedii Rzeszowskich, do jakiej doszło pewnego letniego dnia  na wyspie Jersey, autorzy nie zrobią taniej sensacji, lecz wykorzystają ją jako punkt wyjścia dla omówienia szerszej problematyki. Np. związanej z emigracją zarobkową i obciążeniami, jakie nakłada ona na związki, rodziny czy po prostu jednostki, zmuszone z dnia na dzień do radzenia sobie z nowymi, odmiennymi uwarunkowaniami społecznymi i wymaganiami codzienności na obczyźnie.

Jakież więc było moje zaskoczenie (i piszę to zupełnie bez ironii!), gdy stało się dokładnie odwrotnie. Głosy są mocno tabloidowe, co stwierdzam ze sporą przykrością. W dużej części składają się z domysłów, czy wręcz plotek. Po co, na litość, opisywać, jak po morderstwach rodziny małżonków Rzeszowskich się kłóciły, kto zabierze meble z ich mieszkania?  Relacja z procesu Damiana Rzeszowskiego jest drobiazgowa i chyba w aż tak rozbudowanej formie niepotrzebna. Relacja ze zbrodni, zrekonstruowanej minuta po minucie, choć wstrząsająca, jest też nadmiernie sensacyjna. Kompletnie też nie rozumiem, co miały wnieść fragmenty więzienne. Wszystko razem raczej nabija objętość niż czemuś służy.

Ponadto autorzy podejmują próbę przedstawienia reguł panujących na wyspie, tzw. Jersey way. Wrzucają do jednego worka wykorzystywanie seksualne dzieci w miejscowych sierocińcach, ciężkie warunki bytowe robotników sezonowych z Polski pracujących przy zbiorze słynnych „królewskich” ziemniaków i losy polskich jeńców wojennych, których Niemcy zmuszali do pracy na Jersey w czasie II WŚ. Opisują również współczesny podział w miejscowej polskiej diasporze. Linia przebiega, nieco upraszczając, według rodzaju wykonywanej pracy, przy czym lepsze stanowiska (poza pracą w rolnictwie i hotelarstwie) dostępne są jedynie dla rezydentów, czyli osób legitymujących się odpowiednio długą historią legalnego zatrudnienia.

Czy wszystkie te informacje w jakikolwiek sposób przyczyniają się do wyjaśnienia genezy tragicznych wydarzeń? Według mnie nie. Coś w tym rodzaju obiecują, ale ostatecznie nie okazują się niczym więcej niż chaotyczną wrzutką o charakterze encyklopedyczno-krajoznawczym.

Innymi słowy, dowiecie się w przytłaczających szczegółach, co się zdarzyło na wyspie Jersey, jak to obiecuje podtytuł. Ale dlaczego do tego doszło, a przede wszystkim, dlaczego Winnicka i Sturis zdecydowali się opowiedzieć akurat tę historię, jaki uniwersalny walor w niej dostrzegli – to prawdopodobnie pozostanie dla was zagadką. Dla mnie pozostało nią z całą pewnością. Duże i niespodziewane rozczarowanie.