Przepraszam, ale mnie wciągnęło:)

Na pewno zastanawiacie się, czemu nie ma nowych wpisów o książkach (akurat ktoś się zastanawia, jak nikt tego nie czyta:). Przyczyna jest prozaiczna – pochłonął mnie cykl, składający się z trzech tomów, a każdy kolejny jest grubszy od poprzedniego. Jest to dość stary cykl z gatunku w miarę klasycznej fantasy – Skrytobójca Robin Hobb. Całkiem niedawno po raz kolejny wznowiło go po polsku nieocenione wydawnictwo MAG, a ja pomyślałam, że skoro akurat po dłuższej przerwie odczuwam głód fantasy, to świetnie się składa, bo już od dłuższego czasu miałam zamiar poznajomić się z autorką. Pierwszy tom, Uczeń skrytobójcy, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Choć bowiem zdaje się operować na do reszty już dziś zajechanych gatunkowych kliszach (książęcy bękart o wyjątkowych zdolnościach musi przetrwać na pełnym intryg królewskim dworze – no, błagam!), oferuje o wiele więcej. Przede wszystkim przejmująco realistyczną warstwę psychologiczną i ciekawie ewoluujące postaci. Istotną rolę w powieści odgrywają również zwierzęta, z którymi głównego bohatera łączy szczególna, cenna, ale i bolesna więź. Przede wszystkim jednak jest to historia o samotnym sześciolatku, a później dorastającym chłopaku, który rozpaczliwie pragnie gdzieś przynależeć i być akceptowany. Obszerniej swoje wrażenia z lektury pierwszego tomu opisałam tutaj.

Ta niby to schematyczna historia – nieoczekiwanie dla mnie samej – wciągnęła mnie ze skarpetkami, także za sprawą płynnego stylu autorki, który czynił z lektury prawdziwą przyjemność. Było więc zupełnie naturalne, że po zakończeniu pierwszego tomu chwyciłam za drugi, czyli Królewskiego skrytobójcę. Tutaj jest w pewnym sensie jeszcze ciekawiej, bo Bastard (imię głównego protagonisty) nagle zaczyna pragnąć wiecznie nienawidzonej samotności, a utkana misternie przez lata pajęczyna kłamstw uniemożliwia mu odnalezienie prawdziwego szczęścia u boku ukochanej. Jest to również opowieść o cenie lojalności – w imię złożonej swojemu królewskiemu dziadkowi przysięgi chłopak musi zrezygnować w zasadzie ze wszystkiego i podejmować działania niezgodne z własnymi przekonaniami.  Ten klincz autorka odmalowuje tak sugestywnie, że po prostu nie sposób się oderwać. Znacie na pewno przymus dotykania językiem bolącego zęba. Lektura drugiego tomu to coś w tym rodzaju, tylko że z trzonowcem.

Czytanie cyklu zakończonego ma tę zaletę, że nie trzeba czekać latami na dalszy ciąg. Tak, już wiecie, co zamierzam czytać w najbliższym czasie. Ostatni tom trylogii, czyli Wyprawę skrytobójcy (jedyne 995 stron). Co oznacza, że wpisów książkowych w dającej się przewidzieć przyszłości także nie będzie. Wszyscy jednak znamy radość obcowania z dobrym cyklem, więc mam nadzieję, że okażecie zrozumienie:)
P.S. Próbuję ustawić czcionkę na Palatino Linotype, ale edytor bloxa stawia zdecydowany opór. Czy ktoś wie, dlaczego i co zrobić, żeby przestał?:) W ogóle blox dziś świruje.