Narcos – po serialu Netflixa o Escobarze obiecywałam sobie bardzo wiele, a ostateczny rezultat okazał się nieco paradoksalny. Ogląda się bardzo dobrze, wciąga, fajnie pokazana jest zwłaszcza dwoistość w postrzeganiu Pablo przez rodzinę i resztę świata oraz pewne wewnętrzne rozdwojenie tej postaci. Jednak po seansie całości pozostaje pewien niedosyt, jakby twórcom zabrakło nieco odwagi, by pójść o krok dalej ku realizmowi. 7/10
Wikingowie – 3 sezony początkowo dość schematycznej, ale ciekawie ewoluującej i bardzo zajmująco opowiedzianej historii o Ragnarze, który miał ambicje odkrywcy. Lubię seriale Michaela Hirsta bo nie schodzą powyżej pewnego wysokiego poziomu i ten nie jest wyjątkiem, a nawet przebija The Borgias. Głównym plusem są ciekawe psychologiczne portrety postaci, wcale nie kreślonych tak grubą i prostą kreską, jak początkowo może się wydawać. Znakomita rozrywka w historycznym kostiumie, zdecydowanie polecam i czekam niecierpliwie na kolejny sezon. 8/10
Show me a hero to znakomita sześcioodcinkowa produkcja Davida Simmona, skoncentrowana wokół problemu społecznego wykluczenia jednostek nieprzystających do wzorca sukcesu (czy może kastowości społeczeństwa, gdy przyjmiemy, że wyznacznikiem kasty jest wysokość dochodów). Oparta na faktach historia dotyczy trudności z budową osiedla domków dotowanych przez państwo, dla uboższych lokatorów z niższych warstw społecznych. Opór mieszkańców dzielnic, w których budynki miały zostać ulokowane (kto by chciał mieszkać razem z czarnuchami, złodziejami, narkomanami? Niech sobie gdzieś żyją, byle nie na mojej ulicy!), doprowadził do długotrwałego procesu sądowego, wyboru młodego, aspirującego polityka na burmistrza i niemal całkowitego zrujnowania budżetu miasteczka. Historia ciekawa, wymagająca, wielowymiarowa i rozwijana początkowo dość wolno, ale bardzo konsekwentnie. Robi piorunujące wrażenie. Must see.
Doctor Foster – brytyjski sześcioodcinkowiec. Niebanalna realizacja teoretycznie sztampowego tematu małżeńskiej zdrady. Warto, także z uwagi na znakomicie grającą obsadę. 8/10
Flesh and bone to ośmioodcinkowy serial STARZ osadzony w środowisku baletowym. Towarzyszymy młodej, wybitnie uzdolnionej tancerce, która dostaje się do prestiżowego zespołu. Niby schematy, ale poruszające i niebanalnie zrealizowane. No i Dewey Crowe z Justified w intrygującej roli nawiedzonego bezdomnego koczującego pod budynkiem głównej bohaterki. Poleca się. 8/10
Grantchester to kolejna brytyjska produkcja, klasyczny kryminał. Młody ksiądz, weteran II WŚ z PTSD (które obficie zalewa whisky), rozwiązuje z cynicznym policjantem (w tej roli świetny jak zawsze Robson Green) zagadki kryminalne. Bardzo fajny klimat i całkiem niebanalne zagadki 7/10.
Trzecie sezony Raya Donovana i Masters of sex to zdecydowana zwyżka formy w obu przypadkach. Z Raya wywaliłabym tylko wątek Mickeya, bo bez przerwy serwują w nim to samo. 8/10
Longmire po przejęciu przez Netflixa w czwartym sezonie utrzymał poziom i klimat, co mnie bardzo ucieszyło, bo byłam pełna obaw. 8/10
Aktualnie oglądam Jessicę Jones i po sześciu odcinkach mroczny klimat oraz David Tennant w roli TEGO ZŁEGO zdecydowanie mnie przekonują, mimo że Daredevil zaczął się lepiej. Z ostateczną oceną się jednak wstrzymam.
W najbliższych planach mam brytyjskie podejście do Wikingów, czyli The Last Kingdom, oraz London Spy (Ben Wishaw – i wszystko jasne:). Na świąteczny urlop, do którego jeszcze tylko trzy tygodnie, zamierzam sobie heroicznie zachomikować ucztę, jaką zapewne będzie seans trzeciego sezonu Mostu nad Sundem.
A wy widzieliście ostatnio coś ciekawego?