Ale wydaje mi się, że jest to serial dla każdego. Zawiera niesamowitą i rzadko spotykaną w produkcjach skierowanych (przynajmniej formalnie) do młodzieży dawkę życiowej prawdy. Jednocześnie, co zakrawa na kolejny cud, mimo poruszania masy trudnych i istotnych kwestii (nadwaga, próby samobójcze, homoseksualizm, związki, inicjacja seksualna, samoakceptacja, psychoterapia, samookaleczenia) unika taniego moralizatorstwa i jednostronności w pokazywaniu jakiegokolwiek problemu. Choć tematyka jest często ciężka, całość bynajmniej nie przygnębia – nie brakuje zarówno momentów przezabawnych, jak i wzruszających, a autentyzm sprawia, że nieustannie trzymamy za Rae kciuki i mocno angażujemy się w jej walkę o siebie. W mijającym tygodniu obejrzałam finałowy odcinek i po stronie największych zalet serialu muszę wymienić także zakończenie. Jest idealne, potwierdza, że bohaterka przeszła długą i trudną drogę, a jej nagrodą za ciężką pracę nad sobą jest samowiedza oraz umiejętność obiektywnej oceny, co będzie dla niej najlepsze. Przede wszystkim daleko finalowi do cukierkowości. Być może decydująca w tym zasługa faktu, że sama Rae istnieje w prawdziwym świecie i napisała w młodości dziennik, który stał się podstawą serialu. Wydaje mi się jednak, że świetna obsada, scenariusz oraz muzyka na pewno nie zaszkodziły:) Serdecznie polecam!
P.S. Obok Rae moim zdecydowanym faworytem jest jej terapeuta Kester.