My mad fat diary – 3 sezony, jedna spójna historia

Obejrzenie tego serialu zawdzięczam Zwierzowi, od którego notki pewnego dnia zaczęła się moja przygoda Rae Earl. Wy też ją sobie przeczytajcie, bo zaoszczędzi mi to sporo roboty. Jeśli bowiem po tej lekturze trzeba was będzie jeszcze dodatkowo zachęcać do seansu – najwyraźniej nie jest to serial dla was.
Ale wydaje mi się, że jest to serial dla każdego. Zawiera niesamowitą i rzadko spotykaną w produkcjach skierowanych (przynajmniej formalnie) do młodzieży dawkę życiowej prawdy. Jednocześnie, co zakrawa na kolejny cud, mimo poruszania masy trudnych i istotnych kwestii (nadwaga, próby samobójcze, homoseksualizm, związki, inicjacja seksualna, samoakceptacja, psychoterapia, samookaleczenia) unika taniego moralizatorstwa i jednostronności w pokazywaniu jakiegokolwiek problemu. Choć tematyka jest często ciężka, całość bynajmniej nie przygnębia – nie brakuje zarówno momentów przezabawnych, jak i wzruszających, a autentyzm sprawia, że nieustannie trzymamy za Rae kciuki i mocno angażujemy się w jej walkę o siebie. W mijającym tygodniu obejrzałam finałowy odcinek i po stronie największych zalet serialu muszę wymienić także zakończenie. Jest idealne, potwierdza, że bohaterka przeszła długą i trudną drogę, a jej nagrodą za ciężką pracę nad sobą jest samowiedza oraz umiejętność obiektywnej oceny, co będzie dla niej najlepsze. Przede wszystkim daleko finalowi do cukierkowości. Być może decydująca w tym zasługa faktu, że sama Rae istnieje w prawdziwym świecie i napisała w młodości dziennik, który stał się podstawą serialu. Wydaje mi się jednak, że świetna obsada, scenariusz oraz muzyka na pewno nie zaszkodziły:) Serdecznie polecam!
P.S. Obok Rae moim zdecydowanym faworytem jest jej terapeuta Kester.