Krótko o serialach

Najpierw kilka słów o drugiej serii Broadchurch – po czterech odcinkach. Szczerze mówiąc, nie widziałam sensu w kontynuowaniu tej produkcji, a gdy okazało się, że nadal w centrum fabuły będzie  sprawa z poprzedniego sezonu, zaczęłam być jeszcze bardziej sceptyczna. Twórcy zdołali mnie jednak pozytywnie zaskoczyć rozwojem wydarzeń, bo zaproponowali coś, czego w serialach nie widuje się często. Procesowy epilog brawury śledczego, obnażający smutne konsekwencje wszystkich skrótów i niedopatrzeń. Aktorsko również  nadal jest znakomicie, co więcej, powraca poprzednia sprawa Hardy’ego (w tej roli genialny jak zawsze Tennant, któremu jednak postawiona w bardzo trudnej sytuacji wskutek wydarzeń z pierwszego sezonu Ellie, czyli Olivia Colman, tym razem kradnie palmę pierwszeństwa, przynajmniej moim zdaniem). I to powraca w sposób, który każe widzowi poważnie wątpić w nieomylność bezkompromisowego policjanta. Słowem – polecam.

Wolf Hall – po jednym odcinku okazało się dosyć rozczarowujące. Wygląda na to, że to podobny przypadek, jak Gone Girl: tego, co w powieściach najlepsze, nie uda się przenieść na ekran mimo fabularnej wierności literackiemu pierwowzorowi. Choć obsada znakomita, w tym po raz pierwszy Anna Boleyn podobna do swojego rzeczywistego wizerunku. Będę oglądać dalej, może się rozkręci.

Justified rozpoczęło finałowy sezon z przytupem, niestety w finale pierwszego odcinka pożegnaliśmy jednego z moich ulubionych bohaterów, ale ostateczna konfrontacja Raylana z Boydem zapowiada się emocjonująco. Mam szczerą nadzieję, że pomimo śmierci twórcy literackiego pierwowzoru i współscenarzysty serialu Elmore’a Leonarda twórcy zdołają godnie zakończyć całość. Inaczej miałabym im bardzo za złe, bo to jeden z moich ukochanych tytułów.

The Americans, moim zdaniem jeden z najlepszych obecnie emitowanych (i najbardziej niedocenianych – pomijanie go przy nominacjach do wszelakich nagród to jakiś skandal) seriali, powrócił w tym tygodniu z trzecim sezonem. I również zaczął bardzo mocno, zapowiada się chyba najciekawiej ze wszystkich, które na bieżąco oglądam. Na pewno najbardziej na niego czekałam. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tej opowieści o głęboko zakonspirowanych w USA sowieckich agentach do zadań specjalnych, których prawdziwego oblicza nie znają nawet ich własne dzieci, to naprawdę gorąco polecam. Progres, jaki ta produkcja zalicza między kolejnymi sezonami, jest absolutnie wyjątkowy. Na zachętę – trailer.

Shameless (US) po dwóch sezonach jestem tak zachwycona, że postaram się poświęcić im osobną notkę.