Escape artist to trzyodcinkowa produkcja BBC ze znanym m.in. ze znakomitego Broadchurch Davidem Tennantem w roli głównej. Wciela się on w wyśmienitego w swoim fachu pełnomocnika procesowego, który, choć jest dosyć młody i nie jest QC (najbardziej prestiżowa ranga w brytyjskiej hierarchii zawodów prawniczych, zaznaczana jedwabnym obrąbkiem togi, tzw. silk), cieszy się wielką estymą w środowisku i wśród klientów, bo w całej karierze nie przegrał żadnej sprawy. Poznajemy go, gdy reprezentuje człowieka oskarżonego o wyjątkowo brutalne zabójstwo młodej kobiety. Sprawa jest poszlakowa i choć poszlaki dość jednoznacznie obciążają winowajcę, biegły w tajnikach swego rzemiosła prawnik załatwia mu uniewinnienie z powodów proceduralnych. Jednak do samego klienta nie odnosi się ze stosownym – przynajmniej w ocenie podsądnego – szacunkiem. Miast wdzięczności za ocalenie skóry bohater otrzymuje więc postępowanie dyscyplinarne, zainicjowane skargą urażonego oskarżonego. A to tylko początek nauczki…
Serial stanowi przede wszystkim krytykę brytyjskiego systemu prawnego, który, jak możemy się w toku seansu przekonać, odpowiednio obeznanej z jego mechanizmem osobie umożliwia popełnienie nie jednej, ale wręcz dowolnej liczby zbrodni może nie doskonałych, ale takich, które pozostaną bezkarne z prawnego punktu widzenia. Spodziewałam się nieco innego zakończenia, ale z tego nie sposób czynić produkcji sensownego zarzutu. Nie jest to zdecydowanie poziom Silk czy Criminal justice, ale na pewno warto poświęcić trzy godziny na seans.