Smutna, piękna, mądra

Miałam kiedyś nauczyciela, który namiętnie posługiwał się frazą-wytrychem: "Mądre jest to, co mówisz" – i za pierwszym razem efekt był nobilitujący, a potem człowiek szybko się orientował, że używa on jej zawsze, kiedy po prostu kompletnie nie zwraca uwagi na to, co zostało powiedziane. Jednak do Nacji  Pratchetta określenie mądra pasuje o wiele lepiej niż inteligentna. Powieść w prosty, ale przejmujący sposób porusza kwestie kluczowe dla kształtowania się światopoglądu każdego człowieka skłonnego do minimalnej refleksji nad sobą i światem. Niby bohaterowie – Mau i Ermintruda/Daphne – mają tylko po 13 lat, jednak zdecydowanie nie jest to literatura dziecięca ani młodzieżowa. Młodszym dzieciakom wręcz bałabym się ją dać do czytania, bo punkt wyjścia – zniszczenie całej populacji rodzinnej wyspy Mau (tytułowej Nacji) przez tsunami – jest dość makabryczny. Zarazem jednak konieczny, by chłopiec, któremu z powodu katastrofy nie dane było stać się mężczyzną zgodnie z plemiennym rytuałem, zmuszony był do zrekonstruowania sposobu, w jaki postrzega sam siebie i świat. Przejmująco oddaje autor wszystkie fazy jego żałoby, zaś kwestie fundamentalne z filozoficznego punktu widzenia wplecione zostają w akcję w sposób naturalny. Tsunami rzuciło na Nację także brytyjski statek, którego katastrofę przetrwała tylko jedna pasażerka – Ermintruda, dziewczyna o otwartym umyśle i sercu zranionym przez rodzinną traumę z przeszłości. Dzięki niej Mau przetrwał najgorszy okres, a potem na wyspę zaczęli przybywać kolejni ocaleni. Jeszcze nie wiedzieli, że chłopiec zaprowadzi zupełnie nowy porządek, a przełamanie tradycyjnych przekonań stanie się początkiem pasma niezwykłych odkryć.
W pewnym stopniu Nacja odbiega od pozostałej twórczości Pratchetta, bo praktycznie nie zawiera fantastyki (chyba że za takową uznamy obecność bogów). Pod innymi względami wiele ją jednak z jego dorobkiem łączy – niewymuszona filozoficzna refleksja, swobodny styl, znakomicie wpleciony humor. W każdym razie jest to wciągająca i angażująca emocjonalnie lektura z naprawdę niebanalnym zakończeniem. Z jednej strony żałuję, że sięgnęłam po nią tak późno (leżała na półce od Gwiazdki 2011). Z drugiej się cieszę, bo dzięki temu starczyło mi Pratchetta na dłużej. Cholera, czemu akurat taki człowiek musiał zapaść na chorobę odbierającą pamięć? NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. Na szczęście wciąż pisze, a znakomitych pozycji zdążył stworzyć całkiem sporo. Nacja zdecydowanie się do nich zalicza.