Sanie pędziły po niebie. W dole przesuwały się ośnieżone pola.
– Hmmf – odparł Albert. Pociągnął nosem.
JAK NAZYWASZ TO WRAŻENIE CIEPŁA, KTÓRE CZUJESZ W ŚRODKU?
– Zgaga – burknął Albert.
CZYŻBYM WYCZUWAŁ NUTĘ NIEŚWIĄTECZNEGO ZRZĘDZENIA? – zapytał Śmierć. OJ, NIE BĘDZIE DLA CIEBIE CUKROWEJ ŚWINKI, ALBERCIE.
– Nie chcę żadnych prezentów, panie. – Albert westchnął. – Może tylko tego, żeby się obudzić i odkryć, że wszystko znów jest normalne. Przecież wiesz, że kiedy zaczynasz coś zmieniać, zawsze się to źle kończy.
ALE WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE WPROWADZAĆ ZMIANY. NIEWIELKIE CUDA TU I TAM, I DUŻO WESOŁEGO HO, HO, HO. TO UCZY LUDZI RZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.
– Masz na myśli to znaczenie, panie, że świnie i bydło są pozarzynane, a przy odrobinie szczęścia dla wszystkich wystarczy jedzenia na zimę?
WIESZ, KIEDY MÓWIĘ O RZECZYWISTYM ZNACZENIU…
– O tym, że jakiemuś nieszczęsnemu biedakowi ucięli głowę w lesie, bo znalazł w obiedzie specjalną fasolę, więc teraz lato powróci?
NIE CAŁKIEM DOKŁADNIE TO, ALE…
– Ach, chodzi ci o to, panie, że zagonili na śmierć jakiegoś biednego zwierzaka, a potem strzelali z łuków do jabłoni, więc teraz cienie w końcu odejdą?
TO RZECZYWIŚCIE JEST JAKIEŚ ZNACZENIE, ALE…
– Aha, w takim razie chodzi ci o to, że rozpalali takie wielkie ognisko, żeby dać słońcu wskazówkę, bo powinno przestać się chować poniżej horyzontu i zabrać do normalnej pracy?
Śmierć milczał przez chwilę. Świnie przemknęły ponad pasmem wzgórz.
NIE POMAGASZ MI, ALBERCIE.
– To jedyne rzeczywiste znaczenia, o jakich wiem.
MYŚLĘ, ŻE MÓGŁBYŚ NAD TYM TROCHĘ POPRACOWAĆ.
– Tu chodzi o słońce, panie. Biały śnieg, czerwona krew i słońce. Zawsze tak było.
NO WIĘC DOBRZE. WIEDŹMIKOŁAJ MOŻE NAUCZYĆ LUDZI NIERZECZYWISTEGO ZNACZENIA STRZEŻENIA WIEDŹM.
Albert splunął przez burtę sań.
– Tak? Czy świat nie byłby miły, gdyby każdy był miły, co?
ZNAM GORSZE OKRZYKI BOJOWE.
W zasadzie ja też znam gorsze okrzyki bojowe:) Oby w te święta udzielił Wam się optymizm Śmierci zamiast zdrowego realizmu Alberta. Wszystkiego dobrego!