12 cytatów na pierwszą rocznicę

Dzisiaj mija rok od śmierci Terry’ego Pratchetta. Z tej okazji postanowiłam wybrać kilka perełek, które – być może – skłonią kogoś do sięgnięcia po jego twórczość.

Poeci próbowali opisać Ankh-Morpork. Bez sukcesów. Może z powodu
niepojętej, gorliwej żywotności miasta, a może dlatego, że miasto z
milionem mieszkańców i bez żadnej kanalizacji jest zbyt mało subtelne
dla poetów, którzy preferują żonkile i trudno im się dziwić. Dlatego
powiedzmy tylko, że Ankh-Morpork jest tak pełne życia jak dojrzewający
ser w upalny dzień, głośne jak klątwa w katedrze, jaskrawe jak plama
oleju, barwne jak siniak i szumiące od działalności, interesów, ruchu i
czystej, rozbuchanej aktywności niczym zdechły pies na kopcu termitów.

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
– NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. – JESTEM TYLKO JA.

Mort


Z Patrycjuszem zawsze tak wygląda, pomyślał z goryczą. Człowiek
przychodzi do niego z całkowicie uza­sadnioną skargą, a potem wycofuje
się tyłem, w ukłonach, z ulgą, że w ogóle może stąd wyjść. Trzeba oddać
Patrycjuszowi sprawiedliwość, stwierdził niechętnie. Bo jeśli nie, wyśle
ludzi, którzy sami ją wezmą.

– Przypominasz sobie?
Vimes próbował. Nie było to łatwe. Niejasno zdawał sobie spra­wę, że
pił, aby zapomnieć. Zadanie było trudne, ponieważ nie pa­miętał już, o
czym właściwie chce zapomnieć. Pod koniec pił już, żeby zapomnieć o
piciu.

Straż, straż!


Co z zasadą nie wtrącania się do polityki? – spytała Magrat wpatrzona w plecy Babci.
Niania ujęła dziewczynę pod rękę.
– Rzecz w tym, że kiedy lepiej opanujesz Sztukę, przekonasz się, że jest
też inna zasada. Esme przestrzegała jej przez całe życie.
– Jak ona brzmi?
– Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

Trzy wiedźmy


Śmierć znalazł Zarazę w hospicjum w Llamedos. Zaraza lubił szpitale. Zawsze miał w nich coś do roboty.
W tej chwili próbował usunąć znad pękniętej umywalki tabliczkę "Umyj ręce!"

Złodziej czasu


Rozważmy żółwia i orla. Żółw jest stworzeniem żrącym na ziemi. Właściwie
nie jest moż­liwe życie bliżej gruntu, jeśli nie przebywa się pod nim.
Hory­zont żółwia sięga na kilka cali. Żółw porusza się z taką
prędkością, ja­ka wystarcza do polowania na sałatę. Przeżył, gdy cała
reszta ewolucji przemknęła obok, ponieważ – ogólnie rzecz biorąc – dla
nikogo nie stanowił zagrożenia, a zjadanie go sprawiało zbyt wiele
kłopotu.
A teraz weźmy orła. To istota, której światem jest powietrze i wy­sokie
szczyty, której horyzont sięga aż po krańce ziemi. Orzeł ma wzrok tak
ostry, że potrafi dostrzec maleńkie, piskliwe stworzonko przemykające o
pół mili od niego. Czysta siła, czysta władza… Błyska­wiczna
skrzydlata śmierć. Szpony i dziób takie, że przerobią na po­siłek
cokolwiek mniejszego od orła, a zapewnią mu przynajmniej szybką
przekąskę z czegokolwiek większego.
Mimo to orzeł potrafi godzinami siedzieć na urwisku i obser­wować
królestwa tej ziemi, dopóki w dali nie zauważy ruchu. Wtedy skupia
spojrzenie, skupia, skupia na maleńkiej skorupie koły­szącej się wśród
suchych krzaków na pustyni. I zrywa się…
W chwilę później żółw odkrywa, że świat oddala się od niego. I widzi ten
świat po raz pierwszy – już nie z wysokości jednego cala nad gruntem,
ale z pięciuset stóp. I myśli: Jakimż wspaniałym przy­jacielem jest
orzeł.
I wtedy orzeł go puszcza.
Prawie zawsze żółw spada i ginie. Wszyscy wiedzą, dlaczego tak się
dzieje: grawitacja to nałóg, z którym trudno zerwać. Nikt nie wie,
dlaczego orzeł to robi. Owszem, żółwiem można sobie dobrze podjeść, ale
biorąc pod uwagę włożony w to wysiłek, praktycznie wszystkim innym można
lepiej. Po prostu orły uwielbiają dręczyć żółwie.
Oczywiście, orły nie zdają sobie sprawy z faktu, że uczestniczą w bardzo prymitywnej formie doboru naturalnego.
Pewnego dnia żółw nauczy się latać.

Pomniejsze bóstwa

Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów
miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów
kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie
pozwolić – całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie
przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około
dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je,
aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku
poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.
Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na
wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu
latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać
tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów – a nogi i tak stale
będzie miał przemoczone.
To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej.

Zbrojni


– Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
– Kiedy?
TO MOMENT, rzekł Śmierć, POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Prawda

Gdzieś na świecie, jak podejrzewał, żył człowiek siedzący na drugim
końcu huśtawki, ktoś w rodzaju lustrzanego Rincewinda, którego życie
składało się z samych cudownych wydarzeń. Miał nadzieję, że spotka
kiedyś tego człowieka, najlepiej trzymając w ręku solidny kij.

Rincewind umiał wołać o litość w dziewiętnastu językach i po prostu
wrzeszczeć* [przyp.: To ważne. Niedoświadczeni podróżnicy mogą
przypuszczać, że „Aargh!” jest wyrażeniem uniwersalnym, jednak w beTrobi
oznacza to „Wielce radosne”, w Howondalandzie natomiast rozmaicie: albo
„Chciałbym zjeść twoją stopę”, albo „Twoja żona jest wielkim
hipopotamem”, albo też „Witam, myśli pan Fioletowy Kot”. Pewne plemię
zyskało przerażającą reputację okrutników tylko dlatego, że jeńcy
krzyczą – ich zdaniem – ”Szybko! Dolać wrzącego oleju!”.] w kolejnych
czterdziestu czterech.

Ciekawe czasy

Osoby mające skłonność do obojętnego okrucieństwa mawiają, że we wnętrzu
każdej grubej dziewczyny jest szczupła dziewczyna i mnóstwo czekolady.

Carpe Jugulum


Wszystkie cytaty w przekładzie Piotra W. Cholewy.