Zmarł Terry Pratchett

Jeden z moich literackich guru, przed ośmioma laty skazany na powolne odpływanie w niebyt za sprawą rzadkiej i nietypowej postaci choroby Alzheimera, nie żyje. Kto czytał cokolwiek ze Świata Dysku, ten wie, jak ważną była problematyka śmierci i życia pozagrobowego, a także sama postać Śmierci, w tym uniwersum. I doskonale zrozumie wpis, który pojawił się na twitterze autora:

AT LAST, SIR TERRY, WE MUST WALK TOGETHER.
Terry took Death’s arm and followed him through the doors and on to the black desert under the endless night.
The End.

W wizji Pratchetta każdy dostawał taki zaświat, w jaki za życia wierzył. Sam Pratchett wierzył w prawo każdego człowieka do godnej śmierci i do decyzji o odejściu, póki jeszcze ma się świadomość pozwalającą na jej podjęcie. Mogłabym długo o tym, jakie to niesprawiedliwe i że nie ma drugiego takiego jak on. Oddając jednak głos bohaterowi dzisiejszego dnia:

NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA.

Szczęśliwie, została cała masa genialnych książek, do których można wracać bez końca. Co, jak zawsze, tak i przy tej wyjątkowo smutnej okazji, polecam.