Dorwałam nowego Rhyme’a w oryginale, niestety mam go tylko do wtorku wieczorem, jestem dopiero w połowie, bo po angielsku, mimo większej czcionki, interlinii etc. i tak wychodzi mi wolniej niż w wygodnym języku rodzimym. Fajny, juz się wkręciłam. Jednak co Lincoln i Amy, to Lincoln i Amy. Te książki Deaverowi wychodzą całkiem po prostu najlepiej. No i powrót Zegarmistrza w tle! (niezorientowanych w Deaverkach przepraszam za maniackie bełkotanie szyfrem:)
Przerwałam nawet Pentagram Nesbo w bardzo pasjonującym miejscu. Siła wyższa.
Stąd brak postów.
P.S. Post niniejszy nazwać można epokowym – pierwszy napisany na nowym komputerze:)