Paradoks szererski

Lipiec był efektywny czytelniczo, wpadło aż pięć tytułów, w tym tylko jeden powtórkowy (Simmons) i tylko jeden nieco słabszy, ale żadnego gniota. Przede wszystkim przeprosiłam się z Ucztą Wyobraźni, za sprawą powieści Valente (co za wyobraźnia, a jaki wspaniały przekład! Gorąco polecam Opowieści sieroty). Niestety, zgoda z serią może nie potrwać długo, bo w kolejce czekają Podziemia Veniss, a z Vandermeerem po Mieście szaleńców i świętych mamy wąski kanał komunikacyjny:> Krzepi mnie jednakowoż niewielka, w porównaniu ze wspomnianym Miastem, objętość Veniss, pozwalająca mieć nadzieję na mniejszą ilość dusznej kwiecistości.

Z innych rzeczy przeczytałam najnowszego przetłumaczonego Camilleriego z serii o komisarzu M. – i on to właśnie był słabym ogniwem lipcowego zestawienia. Nie wiem, fabuła jakaś taka…gazetowa. Nie przypadła mi do gustu. I ten mrok. Smutek. Ponurość. Nie ma typowego dla serii klimatu.

Zbiorek Kochańskiego Zabójca czarownic  interesujący, choć drażni w większości przypadków rozziew między poziomem pomysłów oraz ich realizacji (na korzyść pomysłów, te są naprawdę nieszablonowe, zatem warto się zainteresować).

Triumf Endymiona podobał mi się mniej niż za pierwszym razem, przy czytaniu serii ciągiem, a i wtedy uważałam go za jej najsłabszą część. Ale to jednak ciągle Simmons, spora ilość kawałków mimo wszystko świetnych. Tylko za długie.

A na koniec przyczynek do tytułu – przeczytałam Północną granicę Kresa, pierwszy tom cyklu szererskiego. Z tego miejsca chciałabym niniejszym podziękować Ezenie, która ponad cztery lata temu, pożyczając mi Szerer, pominęła pierwszy tom i zaleciła rozpoczęcie lektury od Króla Bezmiarów. Gdybym podeszła do PG bez wiedzy o mechanice świata wyniesionej z następnych tomów cyklu, nie byłaby ona niczym więcej niż rozdmuchanym ponad miarę, chaotycznie zrealizowanym pomysłem na opowiadanie z zarysowanymi, ale niepokończonymi wątkami. Nie miałabym ochoty zbyt prędko sięgać po resztę Szereru. A dalej jest naprawdę dużo lepiej. Prawdziwa fabuła, postacie z charakterem, Grombelardzka legenda i Pani Dobrego Znaku są po prostu znakomite! Króla nieco ciągnie w dół mocno telenowelowo-groteskowy wątek bliźniaczek, ale też jest niezły. Tak że – jeśli ktoś jeszcze nie czytał Szereru – niech pierwszy tom zostawi sobie na koniec (tym bardziej, że problematyka Aleru nie ma, z tego, co pamiętam, w dalszych tomach większego znaczenia). Ale serię polecam i raduje mnie jej wznowienie, w dodatku tak eleganckie od strony graficznej. Z radością sobie skompletuję, bo warto.

Sierpień będzie raczej słaby czytelniczo, bo do końca miesiąca muszę machnąć francuską mgrkę, z której nie mam jeszcze ani słowa, ale to przecież drobiazg:)

A oczywiście, jak na złość, akurat teraz wyszła Zamieć na miękko (szczerze mówiąc, zdążyłam stracić nadzieję:>) – ale w sumie wciąż mam nieprzeczytany Diamentowy wiek – niedługo stukną mu dwa lata na półce i to nie z braku chęci z mojej strony, o, nie:( Również w sierpniu – bodaj jedenastego – ma się ukazać trzeci tom cyklu Mieville’a Żelazna Rada, a ja od marca nie znalazłam czasu na przeczytanie – pożyczonej – Blizny. Że już nie wspomnę o tym, że za kilka dni nowy Fix Castor, ale nawet się nie będę wygłupiała z kupowaniem go na razie, bo i po co? Żeby na półce postał? So many books, so little time:/