Dmuchawiec się w grobie przewraca:/

Ale chyba dobrze, że nie dożył wydarzeń opisanych w McDusi, bo by musiał, biedak, umrzeć z zażenowania. Jedyne, co było w tej książce fajne, to jego dary "zza grobu".
A poza tym tak:
– totalna masakra Idy (skąd u niej nagle ta mania higieniczna, ja się pytam? i od kiedy jest chamska i wyprana z empatii?);
– totalna masakra Laury (ta, te zwierzęce, bezrozumne pomruki Adamm w dowolnych momentach… ech, Tygrysie, gdzieżeś ty?);
– wszyscy naokoło są źli, tylko Borejkowie to jedyna enklawa cnót, świętości i prokreacji;
– Gaba odkrywa,  ze ESD było mitem;
– wszyscy gadają jakimś drętwym językiem, kompletnie już oderwanym od realiów;
– wyjaśniło się, co dolega Pyziakowi, że śmiał porzucić Gabriellę – otóż niezdolność kochania (swoją drogą, nigdy tak bardzo nie zgadzałam się z Juliuszem w jego ocenie Borejkowszczyzny);
– i w ogóle to Grzegorz to taka jej nagroda pocieszenia, wierny psiak, ale nie kocha go tak samo, jak ongiś podłego Pyziaka.

Mogłabym tak godzinami (poczynając od idiotyzmu koronnego – skoro są ferie świąteczne, to czemu Magda nie wsiadła do samolotu i nie polecała do Paryża, do rodziny, tylko spędza je z obcymi ludźmi? Odpowiedzi: żeby zadurzyć się w miągwie – nie uznaję.), ale mi zwyczajnie szkoda niedzielnego wieczoru. I słów.

Wiedziałam, że nie należało sobie robić krzywdy i tego czytać, ale skusiła mnie analiza na Niezatapialnej Armadzie. Znaczy, chciałam sobie wyrobić opinię o tekście przed zapoznaniem się z analizą. A teraz to już wszystkiego mi się odechciało:P Tak umierają legendy…
To mój ostatni kontakt z "nową" Jeżycjadą.