Otóż temu, że jakoś, no, sama nie wiem, z jakiego konkretnie powodu, nie mam ochoty rozpisywać się o rzeczach nieco ponad poprawnych (Nieświadomy mag Karen Miller). Ani, tym bardziej, mocno żenujących i ocierających się o porno, ale takie dla ubogich (do ilu orgazmów wampir jest w stanie jednej nocy doprowadzić półwampirzycę? Odpowiedź znajdziecie tylko w Jedną nogą w grobie Jeannine Frost!). Swoją drogą, jeśli ktoś, nie czytając cyklu o Nocnej Łowczyni, poda prawidłową odpowiedź na pytanie: jak można się urodzić półwampirem?, zyska sobie mój respekt:))
Obecnie natomiast postanowiłam poczytać coś, co powinno mi w porównaniu z powyższymi przynieść ukojenie, a nawet przyjemność: drugi tom Rejsu Chatranda, zatytułowany Szczury i Morze Rozległe, na który czekałam od tak dawna, że już właściwie zdążyłam zapomnieć, iż czekam.
I co? I z ukojenia wyszła figa, a z przyjemności też niewiele, bowiem w tekście występuje tak koszmarna ilość zniekształcających sens literówek, że już mam dosyć (a jestem dopiero na 140 stronie z 660):/
No, to sobie ponarzekałam:)