Własnym sumptem, wskazówki brata Polixeny oraz Marchewy (witam:) przeczytałam dopiero przed chwilą. A prawda jest taka, że za cienka w uszach byłam po prostu (29 poziom postaci). Nie rozwinęłam w dodatku wystarczająco akurat kluczowego w tym wypadku stylu srebrnego silnego – skupiałam się na grupowym, potem szybkim.
No więc, po wielu bezowocnych próbach, wyszłam sprzed bramy laboratorium nie tylko na podwórze, cofnęłam się wręcz do Starej Wyzimy, żeby skombinować Zbroję Kruka. Następnie, biegając za tym questem, nabiłam mimochodem trzy kolejne poziomy doświadczenia, rozdysponowałam talenty w Siłę i Srebrny Silny. Zbroja też miała parę fajnych ulepszeń (wersja elfia), poza tym przekułam Miecz Pani Jeziora, wzbogacając go o 3 runy. Tak uzbrojona, załatwiłam jeszcze trochę potworków na starym cmentarzu. Uzupełniłam w międzyczasie składniki do eliksirów, napakowałam się nimi po uszy, i myśląc – teraz albo nigdy – wróciłam pod bramę laboratorium. Kluczowa okazała się Zamieć i olej przeciw insektoidom nałożony na ostrze. Po podciągnięciu Srebrnego Silnego, Kościej padł w pierszym starciu. Metoda: doskok – rąbiesz – uciekasz – Igni. 3 razy i po ptokach. A raczej po robalu. Idę zaliczyć epilog:)
EDITED: Zaliczyłam. Sama nie wiem, co o nim myślec, był jakiś taki…niedopowiedziany. A moze było jeszcze coś po napisach??:P Nie wiem, nie czekałam:>