Choć znałam fabułę z serialu, podobnie jak w przypadku Zagadek przeszłości, w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z obcowania z bohaterami, którzy w powieściowej optyce stali się zdecydowanie pełniejsi (dotyczyło to zwłaszcza ciapowatego pisarza Martina, którego zresztą było mi okropnie żal, tak przejmująco Atkinson opisała jego nieszczęśliwe życie wewnętrzne – do tworzenia prawdziwych postaci ta autorka ma unikalny talent). W plątaninie pozornych zbiegów okoliczności, w której mieszczą się i mafiozi, i agresja drogowa, i kryzysy uczuciowe, i kilka sztuk spektakularnych zwłok – to ludzkie wybory pozostają cały czas na pierwszym planie, choć fabuła dopina się bez zarzutu i intryguje należycie.
Jednocześnie jednak ta historia i ten zestaw protagonistów nie poruszyli mnie tak mocno, jak te z poprzedniej powieści. Nie jest to zarzut w ścisłym sensie, byłoby to absurdalne. Ale mimo wszystko książka, choć niezaprzeczalnie dobra, nie wciąga bezwarunkowo, do samego końca pozwalając na zachowanie dystansu.
Co nie zmienia faktu, że bardzo mnie cieszy zapowiadany na lipiec polski przekład kolejnej części (mogłabym po angielsku, ale po co wobec tak dobrego przekładu?). Jackson Brody ma klasę.