Ponieważ jednak rzadko trafia się powieść, do której nie mam w zasadzie żadnych zastrzeżeń, czuję się w obowiązku zachęcić nieco bardziej. Zamysł konstrukcyjny jest – przynajmniej w teorii – dość prosty i zawarty w jednym z cytatów poprzedzających tekst. Tym mianowicie:
A gdyby tak pewnego dnia lub nocy jakiś demon wpełznął za tobą w twą najsamotniejszą samotność i rzekł ci: „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy”. (…) Czy nie padłbyś na ziemię i nie zgrzytał zębami i nie przeklął demona, który by tak mówił?
Tak wygląda los głównej bohaterki, Ursuli Todd, która przychodzi na świat zimą 1910 roku, na farmie Fox Corner, na małej angielskiej wsi. Czasami nie udaje jej się nawet nabrać pierwszego oddechu, kiedy indziej nie dożywa piątych urodzin. Czasem zostaje matką, a innym razem dożywa swoich dni jako stara panna. Niekiedy zmienia historię własnej rodziny, innych rodzin, innym razem świata. Wielokrotnie przeżywa (czasem nawet w całości) koszmar Drugiej Wojny Światowej. Po jednej i drugiej stronie barykady.
Konstruując swoją historię z użyciem Uroborosa, węża zatapiającego zęby we własnym ogonie, i idei kolistości czasu, Atkinson ryzykowała wiele. Przede wszystkim znużenie czytelnika, bo część elementów życiorysu Ursuli jest mocno powtarzalna, a efekt "jedna decyzja zmienia całe życie" mógł wszak z czasem stracić na świeżości. Autorka była jednak świetnie świadoma tego zagrożenia i znakomicie przygotowała całość od strony koncepcyjnej, dzięki czemu każdy kolejny żywot Ursuli – mimo elementów wspólnych – oferuje coś naprawdę nowego i interesującego. W efekcie Jej wszystkie życia nie tylko nie nużą. Od nich nie sposób się oderwać. Atkinson ma niezwykły dar pisania przekonująco o emocjach jednostek, jak również opisywania w sposób wiarygodny i bez zbędnego sentymentalizmu złożonych relacji międzyludzkich.
Zdecydowanie jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Warto jej nie przegapić.