Anatomia żałoby (Coco Mellors, Siostry Blue)

Trzy siostry – Avery, Bonnie i Lucky – próbują zakończyć żałobę po przedwczesnej i tragicznej śmierci czwartej z nich, Nicky. Wszystkie odczuwają pozostawioną przez nią pustkę oraz poczucie winy, że były na tyle nieuważne, by przegapić oznaki zbliżającej się tragedii. Że dały się nabrać masce i zbagatelizowały narastający problem jednej z najbliższych osób, zminimalizowały jej cierpienie.
Mijający czas zdaje się niczego nie poprawiać, a kto wie – może nawet wszystko pogarsza? W każdym razie na pewno nie leczy ran.
Mellors poprzez trójdzielną narrację przedstawia nam teraźniejszość, a stopniowo również przeszłość sióstr Blue. Młodych kobiet tak różnych, jak to tylko możliwe. Połączonych głównie piętnem rodzicielskiego zaniedbania, unikalnego miksu oziębłej, niezainteresowanej niczym poza zapewnieniem dzieciom biologicznego przetrwania matki, oraz tyrającego w pogoni za amerykańskim snem ojca alkoholika.
W tej pustce siostry chwyciły się kurczowo siebie nawzajem, co również nie skończyło się najlepiej. Najstarsza, Avery, została przedwcześnie osadzona w roli matki. Którą to rolą już nigdy nie miała być zainteresowana. Cicha Bonnie starała się zadowalać ojca, dzięki zainteresowaniu sportem zastępując mu nieistniejącego syna. Niesamowicie empatyczna Nicky chciała przede wszystkim być lubiana i przynależeć do grupy, dlatego zmieniała się niczym plastelina, w zależności od oczekiwań towarzystwa. Najmłodsza i najpiękniejsza Lucky wcześnie uciekła z domu dzięki modelingowi, zachłysnęła się wolnością, pieniędzmi oraz używkami.
Śmierć Nicky była dla pozostałych sióstr ciosem, prowadzącym do zróżnicowanych życiowych przełomów, które czytelnik może obserwować na kartach powieści.
Jest to obyczajówka idealna – dobrze napisana wciągająca, doskonała w czytaniu, nieirytująca nadmiernym patosem i opowiadająca zamkniętą historię. Ale nie zmieni waszego życia ani nie utkwi na dłużej w waszej pamięci. Rzecz jasna, nie każda lektura musi to robić. Bałam się, że Mellors to kolejna Sally Rooney, ale na szczęście jej postaci żyły i mnie obchodziły, nawet jeśli ich kreacje bywały momentami lekko przerysowane.