mu popularność, międzynarodowe uznanie czytelników i sporo nagród,
Bernard Minier miewał spore problemy z wiarygodną i spójną konstrukcją,
a przede wszystkim domykaniem fabuły. Choć z każdym kolejnym tomem
radził sobie coraz lepiej, nawet do zdecydowanie najbardziej udanego,
czyli Nie gaś światła, można było mieć pod tym względem spore
zastrzeżenia. Autor był za to świetny w kreowaniu nastroju (do czego
często zgrabnie wykorzystywał okoliczności przyrody: a to niedostępne
góry, a to jezioro), stopniowym rozwijaniu akcji i opisywaniu psychiki
postaci. Umiał przykuć czytelnika do swojej opowieści i sprawić,
by w trakcie lektury przymykał on oko na drobniejsze logiczne
niedoróbki.
Najnowsza propozycja Francuza, Paskudna historia, choć posiada
wyraźny i istotny wątek kryminalny (zagadkę zabójstwa szesnastoletniej
Naomi i równoczesnego tajemniczego zniknięcia jej matki), rozgrywa się
na fikcyjnej amerykańskiej wyspie Glass Island i jest piekielnie
wciągająco napisana, bardzo różni się od jego dotychczasowego dorobku.
Pozostałą część recenzji można przeczytać tutaj🙂